Archiwum 10 marca 2004


mar 10 2004 Slytheringirl 6
Komentarze: 0
Nie wszystko jest takim, jakim się wydaje.




W głowie Hanki kłębiło się tysiąc myśli. Pewnie dostanie drugi szlaban, albo co gorsza straci punkty dla domu. W końcu są z nią Fred i George. Snape na pewno odejmie punkty Gryffindorowi, bo on nie znosi tego domu. Jej też będzie musiał, Hanka jest razem z nimi.
Tymczasem Snape zapłacił za składniki i wolnym krokiem zaczął iść w kierunku wyjścia. Hanka zamknęła oczy z przerażenia. Słyszała bicie własnego serca oraz powolne kroki profesora, które były coraz bliżej i bliżej... Kiedy kroki ustały, Hanka niepewnie otworzyła oczy.
- Czemu stoicie w przejściu? - Snape spytał Hankę głosem pozbawionym wszelkiego wyrazu.
Hanka próbowała coś odpowiedzieć, ale nie mogła wydobyć z siebie ani słowa.
- Przyszliśmy uzupełnić nasze zapasy panie profesorze. - Poratował Hankę Fred. Najwidoczniej on i George nie wpadli w tak wielką panikę jak ona.
- Aha. – Odpowiedział Snape z kpiną w głosie. - Wzruszające. Może się łaskawie przesuniecie? Zagradzacie całe przejście.
Hanka usunęła się na bok. To samo zrobili bliźniacy. Snape wyszedł ze sklepu.
- No to już po mnie. Snape mnie zabije przy najbliższej okazji. - Hanka zaczęła biadolić.
- Masz dzisiaj dzień z atrakcjami. – Powiedział George ledwo tłumiąc śmiech.
- Ja nie widzę w tym nic śmiesznego! - Oburzyła się Hanka. - Tym razem na pewno polecą punkty. Ślizgoni mnie zabiją. Już i tak mam z nimi wystarczająco przerypane.
- Mała, nie przesadzasz trochę? - Spytał Fred.
- Co?
- No pomyśl. Fakt faktem zwymyślałaś Snapea a potem nakrył cię w Hogsmeade, ale co z tego?
- Właśnie! - Dopowiedział hardo George.
- Jeżeli polecą punkty, to trudno. A szlaban i tak już masz. Drugiego nie dostaniesz. Nic wielkiego. Przecież to nie koniec świata.
- Tak myślicie?... Macie rację. - Odpowiedziała Hanka nieco się uspokoiwszy. - Przynajmniej JA nie boję się mówić tego, co myślę i co najważniejsze jestem teraz w Hogsmeade. Opowiem potem Draco jak było fajnie.
- No widzisz. - Zaczął Fred. - Nie ma tego złego...
- Co by na dobre nie wyszło! - Dokończyli już wszyscy optymistycznym chórem.
- No to kupmy trochę chwastów. - Zaproponowała Hanka podchodząc do sprzedawcy.
- Słucham? Czego ci potrzeba, kochanie? - Zagadnęła Hankę stara czarownica, właścicielka sklepu.
- Eeee, no więc... - Hanka wyciągnęła kartkę z nazwami ziół. - Czy jest może Dymnica pospolita?
- Masz na myśli Fumaria officinalis?
- Fumaria... co proszę? - Zdziwiła się Hanka.
- To łacińska nazwa tej rośliny. Powinnaś wiedzieć, że w ziołownictwie używa się łacińskich nazw roślin. To jest taki uniwersalny język, który wszyscy rozumieją. Dzięki temu czarodzieje z całego świata potrafią przyrządzić jakąś miksturę na podstawie tej samej wersji przepisu.
- No tak, ma pani rację, ale czy ja dzisiaj mogę użyć tych potocznych nazw, bo łacińskich nie spisałam. - Powiedziała Hanka lekko zawstydzona.
Czarownica zaczęła się śmiać.
- Oczywiście, że możesz, ale następnym razem używaj już tych właściwych. Dobrze?
- Tak jest! - Odpowiedziała z uśmiechem Hanka.
- Więc czego ci jeszcze potrzeba?
- Potrzebny mi rdest wężownik i mięta pieprzowa. – Hanka dumnie zakończyła odczyt. Czarownica udała się na zaplecze.
- Więc kogo chcesz posłać do łazienki na dłuuugie godziny? - Zapytał nagle Fred.
- A ty skąd wiesz, co chcę zrobić? - Zdziwiła się Hanka.
- Poprosiłaś przecież o środki na przeczyszczenie. – Odpowiedział chłopak obojętnie.
- My, to mamy wiedzę na temat ziół, co nie? - Wtrącił się z dumą George.
- No powiedzmy... - Odpowiedziała ironicznie Hanka.
- Tylko jedno mi nie pasuje. Na co ci mięta? - Ciągnął dalej Fred. - Przecież ona łagodzi działanie dwóch pozostałych.
- Mięty nie zamierzam użyć do zrobienia eliksiru. - Odpowiedziała Hanka takim tonem jakby to było oczywiste.
- Więc, po co...
- Herbatka z mięty bardzo Hani smakuje. - Hanka wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu.
- A tobie, co znowu? Często mówisz o sobie w trzeciej osobie?
- Nie często, ale mi się zdarza.
- Aaa. No to wszystko tłumaczy. Fred i George też lubią miętę do picia.
- A ty, co się podlizujesz? Już wiem! Chcecie się wprosić do mnie na herbatkę? – Hanka rzuciła podejrzliwe spojrzenie na chłopaków.
- Tak, bo jeszcze nigdy nie byliśmy w pokoju wspólnym Slytherinu.
- Ale z was wstrętne stworzenia...
- Dziękujemy za komplement. - Odpowiedzieli bracia.
- Proszę bardzo, ale nie wiem czy jest się z czego cieszyć. - Powiedziała nieco złośliwie Hanka.
- 10 galeonów. - Sprzedawczyni wróciła z zaplecza z torbą pełną ziół.
- Proszę bardzo. - Hanka wręczyła kobiecie pieniądze. - Do widzenia.
- Zapraszam ponownie. - Odpowiedziała czarownica.
Hanka i chłopaki wyszli ze sklepu.
- I co teraz? Wracamy do szkoły czy idziemy gdzieś jeszcze? - Spytała Hanka.
- Nam to obojętne. W sumie byliśmy tu wczoraj. - Odpowiedział Fred.
- Przechlapane i tak już mamy. Chyba nie zrobi dużej różnicy, jeżeli wrócimy trochę później, nie?
- Raczej nie. Więc co chcesz zobaczyć?
- Cukiernię.
Odwiedzili więc Miodowe Królestwo, najpopularniejszy sklep ze słodyczami w Hogsmeade. Hanka kupiła mnóstwo magicznych łakoci, w tym pieprznych diabełków, którymi kiedyś poczęstowali ją bliźniacy.
- Kupię jeszcze tylko mleko dla Hau i możemy wracać.
- A właśnie. Jak tam twoja kotka?
- Nadal obrażona za ten pociąg. Może mlekiem ją przekupię, by przestała na mnie prychać.
- Mleko z PEWNOŚCIĄ podziała.
- Znowu jesteście złośliwi.
- Oj tylko troszeczkę.
- Tiara przydziału chyba jest zepsuta. - Zauważyła Hanka - Powinna nas przydzielić na odwrót. Mnie do Gryffindoru a was do Slytherinu.
- Ee tam. Ty byś się zmarnowała w Gryffindorze. Z twoim talentem do docinek i w ogóle...
- Lepiej już chodźmy. - Przerwał rozmowę Fred. - Snape się wścieknie jak wrócimy zbyt późno.
- Masz rację. Lepiej go nie wnerwiać. Zwłaszcza, że jutro odsiaduje u niego szlaban. Więc idziemy do przejścia?
- Zwariowałaś? A co będzie, jeśli nas nakryją? Snape już pewnie powiadomił McGonnagall. Lepiej by nauczyciele nie wiedzieli o naszym przejściu.
- Więc jak wrócimy do szkoły? Główną bramą?
- Oczywiście. To dopiero będzie powrót!
- Oj tak. Wielki powrót. - Westchnęła ciężko Hanka.
Udali się w kierunku szkoły. W sumie chyba nic gorszego od spotkania ze Snapem nie mogło ich spotkać, a jednak...
- A co wy tu robicie? O ile dobrze pamiętam uczniom nie wolno bez pozwolenia opuszczać terenu szkoły.
Cała trójka niepewnie obejrzała się za siebie. Z tylu stała profesor McGonnagall. Wyglądała na bardzo rozgniewaną.
- No, bo my pani profesor... - Zaczął tłumaczyć się George.
- Dosyć. Powinniście się wstydzić. Dajecie zły przykład innym uczniom. Odejmuje każdemu 10 punktów.
- Ile? - Zaprotestowała Hanka.
- Nie kłóć się ze mną Forger. - Powiedziała ostrym tonem McGonnagall. - Fred i George dodatkowo ode mnie dostają szlaban a co z tobą zrobić zadecyduje profesor Snape. Idziemy do szkoły. - Rozkazała profesor ostrym tonem.
- No to koniec. A już myślałam, że nie zobaczę Snapea wcześniej jak jutro o 17. - Szepnęła Hanka do chłopaków.
- Ty chyba przynosisz pecha. - Powiedział George ze śmiechem.
- Co ci znowu tak wesoło? - Hanka nie mogła ukryć irytacji.
- Takiej akcji jeszcze nie mieliśmy. Lee padnie z zazdrości jak się dowie. - Chichotał dalej George.
- Wiesz, ja nie za bardzo rozumiem wasz sposób myślenia. - Odpowiedziała z dezaprobatą Hanka.
- A właśnie! Pani profesor...
- Tak, Fred?
- Jak wypadł Lee? Będzie komentował rozgrywki?
- Owszem. Bardzo dobrze mu poszło.
- Ekstra! - Wykrzyknęli bracia.
Dalsza droga upłynęła w milczeniu. Profesor jakoś nie kwapiła się do rozmowy a i oni bali się odzywać niepytani.
- No to jesteśmy. Fred, George macie być jutro o 16 u mnie w gabinecie. Teraz możecie odejść, a ty Forger za mną.
- Powodzenia. - Krzyknęli Hance Fred i George na odchodnym. - Zgadamy się jeszcze dziś po kolacji!
- „Jeśli dożyję kolacji.” - Pomyślała Hanka idąc wolno za profesor McGonnagall. - „Znowu gabinet Snapea. Jedyną różnicą jest to, że tym razem prowadzi mnie tam nauczycielka a nie ten głupi Draco.”
Profesor McGonnagall zapukała do drzwi, po czym nie czekając na "proszę" weszła do środka.
- Profesorze...
- Witam. Co panią tu sprowadza, pani profesor? - Powiedział Snape nie odrywając oczu od czytanej właśnie książki.
- Przyłapałam jedną z twoich uczennic dziś w Hogsmeade. To niedopuszczalne, żeby uczniowie wychodzili sobie ot tak ze szkoły.
Snape przestał czytać. Chwilę popatrzył na profesor McGonnagall, po czym utkwił swój wzrok w Hance.
- Aaa... panna Forger. Miło cię znowu widzieć. – Powiedział dość beztrosko Snape.
Hance wydawało się, że niedosłyszała tego, co właśnie do niej powiedział. Nie wiedziała, jak Snape zareaguje na cała sytuację, kiedy McGonnagall zaprowadzi ją do lochu, jednak jedno jest pewne, takiej reakcji się nie spodziewała.
- Więc mówi pani profesor, że była w Hogsmeade? - Ciągnął dalej Snape.
- Tak. Powiedziałam także, że to niedopuszczalne, by uczniowie...
- Była sama? – Snape nie pozwolił McGonnagall dokończyć. -. Forger, z kim tam poszłaś a raczej, kto cię tam zaprowadził? - Zapytał surowo.
- A jakie to ma znaczenie czy była sama czy nie? - Oburzyła się McGonnagall.
- WIELKIE, bo ktoś ją do tego namówił i ja chcę wiedzieć, kto. - Snape uśmiechnął się złośliwie. - A może poszłaś tam ze swoimi rudymi przyjaciółmi z Gryffindoru?
Mimo, że to pytanie było wyraźnie skierowane do Hanki, to nie na nią patrzył się profesor. Jego wzrok był skierowany prosto na profesor McGonnagall. Nauczycielka transmutacji ściągnęła gniewnie brwi.
- Tak, zgadza się. – Odpowiedziała ze złością po chwili. - Weasleyowie byli razem z nią. Każdemu odjęłam 10 punktów.
- Więc sprawa załatwiona. - Odpowiedział krótko Snape. - Forger wyjdź na zewnątrz i poczekaj, aż cię zawołam. Mam do ciebie jeszcze jedną sprawę.
- Dobrze panie profesorze. - Powiedziała cicho Hanka.
- Chwileczkę Snape, nie da pan jej szlabanu? - Zdziwiła się McGonnagall.
- Nie. Uważam, że nie ma potrzeby. Nie poszłaby do Hogsmeade gdyby jej na to nie namówili twoi uczniowie. - Uciął temat Snape. - Forger miałaś chyba wyjść?
- To nie będzie konieczne. - Odpowiedziała ze złością McGonnagall. - Mam jeszcze sprawę do dyrektora, więc się spieszę. Żegnam!
Za profesorką trzasnęły głośno drzwi.
- Siadaj Forger. - Powiedział nieco zmęczonym głosem Snape. – Powiedz mi, jak to się stało, że na nią wleźliście? Nie mogliście bardziej uważać?
- No, bo my... Bo to się stało... jak... jak już byliśmy prawie pod szkołą. - Hanka zaczęła się motać w swojej odpowiedzi. – Przepraszam, że tak to wyszło. - Dodała po chwili.
- Co masz w tej torbie? - Pytał dalej Snape.
- Zakupy. - Odpowiedziała Hanka.
- Tyle, to i ja wiem! Nie rób ze mnie idioty! Co dokładnie kupiłaś?... Z resztą pokaż mi tę torbę. - Snape wyciągnął rękę, po czym wysypał wszystko na biurko.
- Mleko, słodycze, Mentha Piperita (dop. autorki. Mięta pieprzowa), Fumaria officinalis (dop. autorki Dymnica pospolita)... no, coraz ciekawiej Forger. - Snape zaczął kręcić głową udając zachwyt. - Kogo chcesz tym otruć?
- Ja nie chcę nikogo otruć. - Zaprotestowała Hanka.
- To, na co ci to?
- Bo ja chciałam zobaczyć czy potrafię...
- To ja ci mówię, że nie potrafisz. Przykro mi Forger, ale nie mogę ci tego oddać. Chyba mnie rozumiesz? - Powiedział nieco już łagodniejszym tonem Snape. Hanka pokiwała głową.
- A czy mogę chociaż dostać mleko? To dla Hau.
- Hau?
- No, dla mojego kota.
- Mleko możesz zabrać.
- Dziękuję.
- Proszę.
Zapanowała krótka cisza.
- Idź już na kolację. - Snape wskazał Hance drzwi. - I nie zapomnij, że jutro odrabiasz swój szlaban.
- Pamiętam. - Odpowiedziała nieco pewniej Hanka. - To... do widzenia.

venenia : :