Archiwum 13 lutego 2004


lut 13 2004 Slytheringirl 5
Komentarze: 1

Podarunek od Łapy, Rogacza, Lunatyka i Glizdogona

Niestety współlokatorki Hanki i Kamili okazały się wyjątkowo w stylu "Malfoy". Do ich pierwszej kłótni doszło już pierwszego września. Pancy Parkinson zdawała się bardzo adorować towarzystwo Draco, dlatego każda, chociażby najmniejsza, negatywna, wzmianka na jego temat drażniła ją niebywale. Hanka jednak nie należała do osób, które zmieniają swoje zachowanie ot tak, bo komuś się coś nie podoba. Miała swoje zasady i uparcie przy nich obstawała, co oczywiście pogłębiało wzajemną niechęć jej i Pancy do siebie nawzajem. Oczywiście na poparcie ze strony Ślizgonów nie było można liczyć. Już sam fakt, że Hanka będąc szlamą dostała się do Slytherinu, był dla wszystkich mieszkańców Slytherinu wielką zniewagą. Jedynie Kamila zachowywała się w stosunku do Hanki przyjaźnie. Malfoy natomiast przechodził sam siebie, by przy każdej możliwej okazji demonstrować swoje niezadowolenie i obrzydzenie faktem, że jest z Hanką w jednym domu.
Minął już prawie tydzień od rozpoczęcia roku. W piątkowe popołudnie ostatnią lekcją Ślizgonów były eliksiry. Hanka nie mogła się doczekać tej lekcji. Już sama myśl o tym, że będzie się uczyć sporządzać tajemnicze mikstury powodowała u niej dreszczyk podniecenia. Hanka ze wszystkich dotychczas odbytych przedmiotów najbardziej polubiła obronę przed czarna magia, zaklęcia i trochę transmutację. To trochę wynikało z tego, że nie darzyła zbytnią sympatią nauczycielki tego przedmiotu, profesor McGonnagall. Psorka uwzięła się na nią gdyż podczas jednej z lekcji, (transmutacja była 3 razy w tygodniu), Hanka niezbyt pochlebnie skomentowała aktywność jednej Gryffonki, Hermiony Granger.
Najmniej lubianą lekcją okazała się jednak, jak Hanka zresztą przewidywała, historia magii. Nie było w niej absolutnie nic ciekawego. Same suche fakty, daty, powstania i wojny, które, jak się Hance wydawały, były tylko niepotrzebnymi informacjami do zapamiętania.
Tak czy owak pierwszy tydzień nauki dobiegał końca i jedyną lekcją, jakiej jeszcze nie było, były właśnie eliksiry. Nauczycielem eliksirów był profesor Snape, opiekun Slytherinu.
- Nie uważasz, że to dziwne? - Spytała nagle Hanka.
- Ale co? - Odpowiedziała Kamila, kiedy razem z Hanką szły na lekcję eliksirów.
- No ten cały Snape. Jest naszym opiekunem, a widzieć go po raz pierwszy będziemy dopiero podczas lekcji. Jeżeli opiekunem naszego domu byłby nauczyciel numerologii, to byśmy go poznali dopiero w trzeciej klasie razem z pierwsza lekcją numerologii?
- Też masz problemy.
- Nie o to chodzi. Ale, na co opiekunowie, skoro w ogóle nie zajmują się swoimi podopiecznymi.
- Może TOBĄ się nikt nie zajmuje. - Odezwała się nagle Pancy Parkinson. - Ja i Draco bardzo dobrze znamy profesora Snapea i od początku roku rozmawialiśmy z nim już setki razy.
- W takim razie musi być bardzo nieszczęśliwy z tego powodu. No, chyba że jest taką samą szumowiną jak ty i ten blady, ulizany szczurek. - Odpowiedziała Hanka na zaczepkę€ Pancy.
- Jak śmiesz nazywać tak mojego Draco!
- TWOJEGO? - Wtrąciła się Kamila.
- Zakochana para... - Zanuciła pod nosem Hanka.
Pancy uciekła z płaczem.
- No to przynajmniej mamy na nią jakiegoś haka. - Ucieszyła się Hanka.
- Noo, zupełnie nie wiem, co ona w nim widzi.
- Wiesz do najbrzydszych to on nie należy, co nie zmienia faktu, że straszny z niego palant.
Dziewczyny doszły do klasy, w której odbywały się zajęcia z eliksirów. Nauczyciela jeszcze nie było.
- O nie wiedziałam, że mamy dzielone z Gryffonami. - Zauważyła Kamila.
- Ciekawe czy Pudlica znowu będzie się wymądrzać.
- Pudlica?
- No ta, potargana, co zawsze wszystko wie.
- Masz na myśli Granger?
- A kogo? "Ja znam odpowiedź. Mnie wybierz!" - Powiedziała piskliwym głosem Hanka.
- Chyba trochę przesadzasz.
- Wcale nie, jak można się tak rzucać?
- Ty chyba jesteś wściekła o to, że McGonnagall dała wtedy Gryffindorowi punkty. Dzięki temu Gryffoni prowadzą w Pucharze Domów.
- Wcale nie. - Odpowiedziała lekko zmieszana Hanka. - Jednak Kamili słusznie się zdawało, że chodzi właśnie o to.
Drzwi do klasy otworzyły się z hukiem. Profesor Snape wszedł szybko do sali, po czym zmierzył wzrokiem wszystkich uczniów.
Pierwsza lekcja eliksirów nie była tak ciekawa jak się Hance wydawało, że będzie. Profesor Snape dobitnie wyjaśnił czym są eliksiry i czym na pewno nie są. Zadał kilka pytań jednemu z uczniów Gryffindoru, na które biedny chłopak nie znał odpowiedzi. Hermiona Granger, klasowa kujonka Gryffonów, oczywiście znała odpowiedź, lecz profesor jej nie zapytał. Chyba nie bardzo lubił Gryffonów, gdyż na lekcji zadawał pytania głównie im.
Lekcja się strasznie dłużyła i kiedy wreszcie dobiegła do końca, Hanka czuła się bardzo rozczarowana. Nie tego się spodziewała po lekcji eliksirów.
- Proszę wszystkich Ślizgonów o pozostanie w sali. - Odezwał się profesor, kiedy uczniowie zaczęli chować do toreb przybory szkolne.
- Ciekawe, czego będzie od nas chciał? - Szepnęła Hanka na ucho Kamili.
- A bo ja wiem?
Drzwi od klasy zamknęły się i w sali zostali sami Ślizgoni wraz ze swoim wychowawcą.
- Z niektórymi miałem już przyjemność rozmawiać. - Zaczął Snape.
- Zapomniał dodać, że wątpliwą... - Szepnęła Hanka cichutko.
- Jednak korzystając z okazji, że jesteście tu wszyscy, chciałbym uświadomić wam czego będę od was oczekiwał.
- "Uświadomić, czego będę od was oczekiwał" - Myślała drwiąco Hanka. - "Co za koleś. To będzie koszmar. Co mnie podkusiło, by się pchać do Slytherinu?.... Malfoy! Niech ja go tylko dorwę."
- Oczekuję, że przyczynicie się do zwycięstwa Slytherinu w Pucharze Domów. Jak niektórzy z was wiedzą przez ostatnie siedem lat Slytherin zdobywał puchar i oczekuję, że w tym roku też będziemy najlepsi.
- "Spore wymagania" - Hanka komentowała w myśli.
- Macie bezwzględnie przestrzegać regulaminu szkoły. Jeżeli któryś z nauczycieli przyłapie was na jego łamaniu, utracicie punkty, czego z cała pewnością nie będę tolerował. Jeżeli o mnie chodzi, to wolę czasami o niektórych rzeczach nie wiedzieć, co nie zmienia faktu, że będę na wszystkie wasze głupstwa przymykał oko. I jeszcze jedno. Póki wszyscy nosicie szaty Slytherinu macie szanować siebie nawzajem. W szkole jesteście jak rodzina. - Tu profesor zrobił pauzę. - Jaki będzie wasz stosunek do uczniów z pozostałych domów to mnie nie obchodzi.
- "No! Zaczyna gadać jak człowiek. Chyba pozwolę żyć Malfoyowi trochę dłużej"
- To wszystko. Możecie iść. Miłego weekendu.
Uczniowie zaczęli wychodzić z sali mocno zaaferowani tym, co usłyszeli.
- I co sądzisz o naszym wychowawcy? - Zagadnęła Kamila.
- Już mi tak nie przeszkadza, że nie będzie się nami interesował. Obawiam się tylko, że jest bardzo wymagający.
- Chyba tak, ale po dzisiejszej lekcji śmiem twierdzić, że tylko dla Gryffonów.
Dziewczyny zaczęły się śmiać.
- Słuchaj, Fred i George prosili mnie bym się dziś z nimi spotkała, więc będę się zbierać. Chcą mnie oprowadzić po szkole.
- Oprowadzić? Nie chcę nic mówić, ale zaczęliśmy tydzień temu. Przez tydzień to ty już chyba poznałaś szkołę, co?
- No niby tak, ale oni mówią, że chcą mi pokazać coś ekstra.
- Ekstra...??? Chyba powinnam z tobą pójść.
- Nie tym razem. Wyraźnie zaznaczyli, że mam być sama.
- Aha. No nic. - Kamila poszła w stronę dormitorium.
- Forger! Profesor Snape chce z tobą rozmawiać. Masz iść do jego gabinetu!
Na końcu korytarza pojawił się Malfoy.
- Draco. Jak miło cię widzieć. To na prawdę wspaniały początek weekendu. Spędzisz ze mną rodzinne popołudnie?
- Nie wysilaj się. Wiesz gdzie jest gabinet Snapea?
- Nie.
- Więc będę cię musiał zaprowadzić.
- Snape cię prosił?
- Tak. Inaczej bym tego nie zrobił.
- A to mi nowość.
Draco z miejsca zaczął iść w kierunku lochów. Trzeba przyznać, że szedł dość szybko, dlatego Hanka musiała podbiegnąć kawałek by go dogonić.
- Mógłbyś zaczekać. - Powiedziała z wyrzutem.
- A po co? Jak się zgubisz to nie będzie mój problem. Póki Snape nie widzi nie mam zamiaru się z tobą dogadywać.
- Widzę, że bardzo do serca wziąłeś sobie jego słowa.
- Żebyś wiedziała... To tutaj. - Powiedział Draco, po czym zostawił Hankę przed drzwiami gabinetu profesora Snapea.
Hanka nie od razu tam weszła. Przez chwilę zastanawiała się, po co Snape chce z nią rozmawiać. Być może McGonnagall powiedziała mu o ostatniej lekcji transmutacji i incydencie z Hermioną Granger? Hankę obleciał strach. Próbowała znaleźć jakiś inny powód dla ktorego mogłaby zostać wezwana, ale nic jej nie przychodziło do głowy.
-"Przecież powiedział, że nasz stosunek do uczniów z innych domów go nie obchodzi". - Myślała gorączkowo. - "McGonnagall nie odjęła mi punktów, więc nie powinno być sprawy." - Hanka westchnęła. - "Lepiej to już mieć za sobą".
PUK PUK...
- Proszę. - Hanka przełknęła ślinę.
- Pan profesor chciał mnie widzieć? - Zaczęła niepewnie.
- Tak, siadaj.
- "Już po mnie" - Myślała Hanka siadając na przeciwko biurka profesora Snapea.
- Rozmawiałem o tobie z dyrektorem. Zgodzisz się chyba, że jesteś w dość nietypowej i zapewne trudnej sytuacji.
- Słucham?
- Chodzi o to... - Snape sprawiał wrażenie jakby nie do końca był pewien tego, co chce powiedzieć. - Pochodzisz z mugolskiej rodziny, prawda?
- Taaaak. - Odpowiedziała Hanka niepewnie przeciągając "a".
- Dyrektor zgodził się, by w tej wyjątkowej okoliczności pozwolić ci zmienić dom, jeśli będziesz chciała.
Strach przed rozmową zmienił się u Hanki w trudny do opanowania gniew.
- Fred i George uprzedzali mnie, że ten cały Slytherin to zgraja snobistycznych kretynów. - Wypaliła nagle.
- Słucham? - Snape wyglądał na zaskoczonego. Bądź, co bądź nie takiej odpowiedzi się spodziewa1). - Moja panno sądzę, że powinnaś liczyć się ze słowami.
- Sam pan mi przed chwilą sugerował zmianę domu. Jak mam zareagować? - Hanka wstała z krzesła. - Proszę się nie fatygować. Wracam do domu. Rezygnuję z nauki w tej szkole.
- Siadaj! - Powiedział stanowczo profesor Snape.
Zazwyczaj w takich przypadkach Hanka wychodziła z trzaskiem drzwi, ale w tej sytuacji coś jej mówiło, że rozsądnie będzie zostać i wysłuchać tego, co Snape ma do powiedzenia.
- Nie chodzi mi o to byś zmieniała dom. - Snape cedził każde słowo. - Doskonale wiesz w jak trudnej jesteś sytuacji, osobiście bym wolał, byś została w Slytherinie, jednak nie mam takiej władzy by cię uchronić przed złośliwościami ze strony innych Ślizgonów.
Hance zrobiło się głupio. Wiedziała, że powinna przeprosić, jednak słowo przepraszam z całą pewnością nie należało do jej ulubionych.
- Przepraszam. – Powiedziała w końcu z trudem. - Ja nie chcę zmieniać domu.
- Cieszę się. - Powiedział z równym trudem Snape. Lecz jednak po chwili wrócił do swego zwykłego, aroganckiego tonu.
- Jako twój opiekun i wychowawca nie mogę jednak tolerować takiego zachowania. Nie mam w zwyczaju odejmować punktów swoim wychowankom i również w tym przypadku tego nie uczynię. Powiem krótko. Masz szlaban.
- Słucham? Ale...
- Nie pyskuje się nauczycielowi a tym bardziej wychowawcy. Jutro o 17 masz być w moim gabinecie. Pomyślisz trochę nad swoim zachowaniem.
Hanka przytaknęła głupio głową.
- Możesz odejść.
Hanka wyszła z gabinetu. Nie minął tydzień a ona już miała szlaban.
- No cóż. Przynajmniej nie odjął mi punktów. - Westchnęła ciężko i poczłapała pod Wielką Salę, gdyż tam właśnie umówiła się z bliźniakami.
- A cóż ty taka markotna? - Zapytał George kiedy tylko ujrzał Hankę.
- Mam szlaban.
- Co? - Fred zakrztusił się sokiem dyniowym.
- Od kogo?
- Ja tam wolę raczej wiedzieć za co? – Bliźniacy mówili jeden przez drugiego.
- Rozmawiałam ze Snapem i tak jakoś wyszło.
- Jesteś niesamowita. My dostaliśmy nasz pierwszy szlaban dopiero po miesiącu i to za jakąś głupotę. A ty... nie dość, że w pierwszym tygodniu to jeszcze u Snapea. - Fred był wniebowzięty.
- Co mu powiedziałaś?
- Tylko tyle, że w Slytherinie są sami snobistyczni kretyni.
- Zaraz, zaraz! Poszłaś i mu to tak po prostu powiedziałaś?
- Niezupełnie. Kazał mi przyjść do swojego gabinetu. Dyrektor wymyślił, że wyjątkowo mogę sobie wybrać dom, do którego chcę należeć. Snape miał mi to powiedzieć, ale ja się wkurzyłam, bo myślałam, że chce się mnie pozbyć i tak jakoś wyszło. – Powiedziała Hanka prawie z płaczem.
- I co, że niby Snape się ciebie nie chce pozbyć? Pewnie to był jego pomysł. – Zareagował szybko George.
- Właśnie! Jemu pewnie najbardziej przeszkadza, że jesteś u niego w domu.
- No chyba jednak nie. Rozmawialiśmy chwilę o tym a potem dostałam szlaban za to, że nazwałam go kretynem.
- Ciesz się, że jesteś Ślizgonką. Inaczej byłoby po tobie. Gdybyśmy MY mu tak powiedzieli...
- Może zmienimy temat? - Hanka zaproponowała bez entuzjazmu. - Jakoś nie chce mi się o tym rozmawiać. Chcieliście mi coś pokazać?
- Tak, ale musisz obiecać, że nikomu o tym nie powiesz.
- Ok. – Hanka skinęła głową.
- O tym wiedzą tylko Lee, Ginny, my no i teraz ty.
- Fajnie, ale przejdziecie w końcu do rzeczy i powiecie, o co chodzi?
- Owszem, ale nie tutaj.
- Tak. - Zgodził się Fred. - Chodźmy się przejść po błoniach.
Wyszli więc ze szkoły i udali się w kierunku boiska do quiditcha.
- Już nie mogę się doczekać, kiedy się zaczną rozgrywki.
- Czego?
- Jak to, czego? Quiditcha.
- A co to quiditch?
- George. Ona nie wie, co to quiditch!
- A skąd niby mam wiedzieć? - Zezłościła się Hanka.
- Spokojnie. W sumie to masz rację. Quiditch to gra. Lata się na miotłach, zdobywa punkty, wali w tłuczki i szuka znicza. My gramy w drużynie. Jesteśmy pałkarzami.
- Czyli, że naszym zadaniem jest odbijanie tłuczków w przeciwnika.
- Fajne! Chcę to zobaczyć na żywo.
- Niedługo zaczną się rozgrywki. W tym roku musimy zdobyć puchar!
- Właśnie za długo już jest w Slytherinie!
- Slytherin? - Zainteresowała się Hanka.
- Tak. - Powiedział ze złością Fred. - Macie ten cholerny puchar już od siedmiu lat.
- Ha ha ha. Jesteśmy lepsi, jesteśmy lepsi. - Hanka zaczęła śpiewać.
- No tylko bez takich. Zresztą nie przyprowadziliśmy cię tutaj by gadać o quiditchu.
- Chcieliśmy pokazać ci TO!
Bliźniacy zrobili niezwykle dumne miny, pokazując Hance pewien czysty pergamin.
- No i? - Spytała Hanka.
- Już, to wszystko. - Odpowiedział George.
- Zaciągnęliście mnie tutaj, by pokazać mi jakiś papier?
- Jak to, jakiś! - Zaprotestował Fred.
- Właśnie! - Zawtórował mu George.
- To jest mapa Hogwartu i terenów przyległych.
- Ale tu nic nie ma.
- No pewnie, że nie ma. Trzeba ja uaktywnić.
- Aha. No to jak to się robi?
Fred odchrząknął wyniośle.
- Uroczyście oświadczam, że knuję coś niedobrego.
Na pergaminie zaczęły pojawiać się linie, które szybko utworzyły bardzo dokładną mapę Hogwartu.
- Widzisz? Cały Hogwart wraz z ukrytymi przejściami.
- WOW. - Wyszeptała Hanka. - Skąd to macie?
- Zwędziliśmy Filchowi jak byliśmy w pierwszej klasie.
- A po co mu taka mapa?
- Jemu po nic. Skonfiskował ja Rogaczowi, Łapie, Lunatykowi i Glizdogonowi jeszcze przed nami.
- Komu?
- To są twórcy mapy, ale nie wiemy, kim oni są tak naprawdę.
- Aha. - Przytaknęła Hanka.
- To jak, chcesz iść dzisiaj z nami do Hogsmeade?
- Skorzystamy z jednego z ukrytych przejść i nikt nie zauważy.
- Dobra. Muszę odreagować jakoś ten szlaban.
Weszli więc do szkoły, gdyż mapa pokazywała, że jedno z sekretnych przejść prowadzących do Hogsmeade jest właśnie tam.
- Musimy teraz uważać, by nikt nas nie zobaczył.
- Okay. - Zawołała ochoczo Hanka.
Podeszli do jednego z luster na czwartym piętrze. George spojrzał na mapę.
- W porządku. Możemy iść. Lustereczko otwórz się.
Na te słowa lustro odskoczyło od ściany zupełnie tak, jak portret Grubej Damy, która strzegła wejścia do salonu wspólnego Gryffonów. Cała trójka weszła do ciemnego korytarza.
- Lumos. - Wyszeptał jeden z braci. W korytarzu momentalnie zrobiło się jaśniej.
- Ekstra, nie? - Spytał z dumą Fred.
- No pewnie. Szkoda tylko, że nie będę się mogła nikomu pochwalić. Chciałabym widzieć minę Draco gdyby wiedział, że właśnie idziemy do Hogsmeade. - Hanka zachichotała.
- Pewnie by się rozpłakał, że go nie wzięliśmy ze sobą.
- Pewnie tak. - Zgodziła się Hanka nadal tłumiąc śmiech. - A właśnie, czemu nie ma z nami Lee? Mówiliście, że wie o mapie.
- Lee ma dziś randkę z profesor McGonnagall.
- Co???
- Potrzebny jest komentator do rozgrywek quiditcha. Lee się zgłosił na ochotnika. Ma dziś próbę u prsorki.
- Aaaa, to takie buty... - Stwierdziła inteligentnie Hanka.
- No, kończcie plotkować. - Odezwał się George. - Jesteśmy na miejscu.
Jak się okazało, sekretne przejście miało swój koniec niedaleko Trzech Mioteł, popularnego pubu.
- To gdzie chcesz iść? - Spytał Fred.
- A co tu warto obejrzeć?
- Absolutnie wszystko.
- A mają tu jakiś sklep ze składnikami do eliksirów?
Fred i George popatrzyli krzywo na Hankę.
- A po diabła chcesz iść akurat w tak nieciekawe miejsce?
- Właśnie! - Oburzył się George. - Nie lepiej odwiedzić Miodowe Królestwo lub Sklep Zonka?
- Chciałam kupić kilka składników, bo te, co kazali nam kupić na zajęcia są zupełnie do niczego.
- Zapewniam cię, że te, co masz się doskonale nadają.
- Jasne, nadają się chyba tylko do tego by zaparzyć z nich herbatę! Chcę ugotować coś specjalnego i zapewniam was, że to, co mam w zapasach na nic mi się nie przyda.
- Aaaa. No to trzeba było od razu, że chcesz jakąś nielegalną miksturkę zrobić. - Ucieszył się Fred.
- Taa, to w końcu jest tu taki sklep, gdzie można trochę chwastów kupić, czy nie?
- Pewnie, że jest! Już tam idziemy. A powiedz, co chcesz zrobić?
- To tajemnica. Powiem wam jak już będzie gotowe. - Hanka odpowiedziała z satysfakcją w głosie.
- To tutaj.
Zatrzymali się przed niewielkim sklepem, który przypominał starą herbaciarnię. Hanka uśmiechnęła się i pewnie pociągnęła za klamkę. Chwilę później jednak, cała trójka stanęła jak sparaliżowana, nie mogąc zrobić ani kroku na przód ani do tyłu, co w zaistniałej sytuacji byłoby nawet bardziej wskazane. Przed nimi stał profesor Snape, który zdawał się być tak samo zaskoczony faktem, że widzi Hankę i chłopaków, jak oni, że widzą jego.
- Chyba mam dziś pecha. - Powiedziała Hanka.
- Nie da się ukryć. - Przytaknęli Fred i George.

venenia : :